top of page
Szukaj

Artystyczna podróż dookoła Włoch — W poszukiwaniu miejsca, które mogłoby stać się domem.

  • 13 gru 2025
  • 4 minut(y) czytania

To nie dobrobyt czyni nas szczęśliwymi, lecz dobroć i sposób widzenia własnego życia. I jedno, i drugie zawsze zależy od nas samych: człowiek zawsze może być szczęśliwy, jeśli tylko tego zechce, i nikt nie jest w stanie mu przeszkodzić. Aleksander Sołżenicyn


Kobieta na plaży, za nią biały klif
Na plaży na Półwyspie Gargano. Luty 2024


Początek drogi — luty 2023


Drogi Czytelniku,


Z pieniędzy zarobionych podczas pracy w islandzkim hotelu postanowiliśmy (ja i mój mąż) kupić samochód i wyruszyć w podróż po Włoszech — tak, jak marzyliśmy od dawna. Był to zarazem powód naszej wyprowadzki z Islandii!


Włochy wołały mnie już od dłuższego czasu, ale nie wiedziałam, które miejsce może stać się dla mnie domem.


Z zazdrością patrzyłam na ludzi, którzy osiedlali się gdzieś „przy okazji życia”: bo np. się zakochali, bo dostali pracę, bo pojechali na wakacje i… zostali. Znaleźli swoje miejsce na ziemi.


U mnie było inaczej. Żyłam sobie bez żadnych zobowiązań, bez stałej pracy, z mężem otwartym na każdą możliwość, musiałam to miejsce wybrać świadomie. Ta myśl nie dawała mi spokoju przez dobre dwa lata.


Patrzyłam, jak moi znajomi osiedlają się w Polsce, kupują mieszkania, zakładają rodziny, żyją w powtarzalnej, bezpiecznej rutynie. I wciąż zadawałam sobie jedno pytanie:


Dlaczego ja nie czuję, że tu jest mój dom?



Kierunek Włochy — podróż bez planu


Po oficjalnej wyprowadzce z Poznania (licząc już wcześniejszy włoski epizod, czyli miesięczny pobyt w Jesolo) przez dwa lata szukałam swojego miejsca intuicyjnie, a raczej „po omacku”.


Z Islandią od początku wiedziałam, że to przystanek tymczasowy — miejsce bardziej „po coś”, a nie na zawsze. Była jak sanatorium: zimne powietrze działało jak plaster na rany, dzień po dniu czułam się coraz bardziej sobą. Niósł mnie zew przygody i odkrywania świata.


Do Włoch ruszyliśmy bez konkretnego planu.


Byliśmy otwarci na to, że jeśli życie pozwoli — zostaniemy tam, gdzie poczujemy się naprawdę u siebie.


(Spoiler: tak się nie stało. Ale był to bardzo ciepły etap naszej drogi).



Pierwszy przystanek — okolice Bolonii


Pierwszym miejscem, w którym się zatrzymaliśmy, była niewielka miejscowość Modigliana – niedaleko Bolonii, gdzie mieszka kuzynka mojego męża.


Był 28 lutego.


Rano, gdy otworzyłam okiennice, uderzył mnie gwar małego ryneczku, głosy ludzi pozdrawiających się nawzajem i słońce rzucające długie, poranne cienie. Największym zaskoczeniem był jednak widok.


Przyjechaliśmy do Modigliany późnym wieczorem, więc miasto zobaczyłam dopiero o świcie — malowniczo położone wśród pagórków, w pączkującej zieleni. Drzewa budziły się do życia, na gałęziach pojawiały się białe kwiaty i jasnozielone listki.


Koniec lutego, a w powietrzu czuć było wiosnę.





Gargano — klify, opuszczone miasteczko i pierwszy plener



Następny tydzień spędziliśmy na mało znanym Półwyspie Gargano, który na mapie wygląda jak ostroga nad obcasem włoskiego kozaka. Przyciągnęły mnie tam klify, wysokie wapienne i górujące nad błękitną wodą Adriatyku.


Do eksploracji klifów ciągnęło mnie od dłuższego czasu i pierwsze imponujące formacje widziałam właśnie na Islandii, gdzie wsparte bazaltowymi kolumnami opierały się groźnym wiatrom i stalowej wodzie. Następnie żółte wapienne klify w południowej Portugalii w regionie Algarve, które wyglądały jak pływające kawałki tortu, wprawiły mnie w zupełny zachwyt.


plaża z białym klifem, turkusowe morze
Plaże Półwyspu Gargano. Luty 2024

To połączenie pionowej skały i horyzontalnego morza niesamowicie pociąga mnie wizualnie, więc po zobaczeniu jednych z najpiękniejszych plaż Europy postanowiłam, że chcę więcej. Jak się okazało później klify były motywem przewodnim moich kolejnych podróży, ale o tym opowiem później.


włoska miejscowość na klifie
Peschici. Luty 2023

Wracając do obecnej opowieści, zatrzymaliśmy się na tydzień w malutkiej miejscowości Peschici, umiejscowionej na potężnym klifie, z piękną plażą w zatoczce i widokiem na delikatnie wschodzący w górę klif po jej drugiej stronie. Nic dziwnego, że wybrałam ten widok jako mój pierwszy temat malarski.



Sztaluga z obrazem przedstawiającym klif i morze za nią
Pierwsze malowanie w plenerze w Peschici. Luty 2024

Miejscowość sprawiała wrażenie opuszczonej, byliśmy jeszcze długo przed rozpoczęciem sezonu turystycznego, więc na ulicach głównie można było tam spotkać wałęsające się psy oraz grupy starszych mieszkańców miasta odbywających codzienny wieczorny spacer główną ulicą miasteczka tzw. passegiata.


Półwysep Gargano ma do zaoferowania naprawdę wiele, od pięknych skalistych wybrzeży, błękitnej wody i malowniczych miasteczek umiejscowionych na szczytach klifów po dziki bujny i gęsty las – Foresta Umbra, bardziej przypominający piękne lasy w Polsce, który jest szczytem egzotyki w tym kraju południa, ale mnie najbardziej interesowały piaszczyste plaże okolone wapiennymi skałami.


Kolejnym moim tematem, który podjęłam na płótnie była plaża w Procinisco. Żeby do niej dotrzeć musieliśmy przeciskać się przez jeszcze nieprzystrzyżone zarośla w dół zarośniętego zbocza, następnie zejść po kilku wysokich skałkach.


Przypomnę, że szłam tam malować w plenerze z całym osprzętem, na szczęście mój mąż dzielnie towarzyszy mi w takich eskapadach i pomaga z noszeniem

sztalugi i przyborów malarskich.



Obraz olejny przedstawiający zielony klif malowany z mocną fakturą farby
Spiaggia Procinisco obraz z cyklu Impresje południowych Włoch. Luty 2024


Było naprawdę pięknie, plaża była tylko dla nas, ponieważ jak już wspominaliśmy wcześniej byliśmy tam prawie jedynymi turystami.


Malowałam przez dłuższy czas spokojnie i w zupełnym skupieniu zielony klif, po którym zygzakiem pięły się drewniane schody i ścieżka prowadząca na plażę, kiedy mój mąż podniósł głowę i głośno powiedział „Ale wielka fala”. Nie zdążyłam zareagować, a ta wielka fala ( a stałam z dobre 10 m od brzegu, zaczęła szybko płynąć w kierunku moich rozłożonych farb i sztalugi.


Szybko chwyciłam co mogłam w pośpiechu, złapałam za sztalugę i pobiegłam jak najdalej od nadpływającej fali, co i tak nie przeszkodziło jej podmyć mi nogawki spodni. Rozemocjonowana nie wróciłam już do malowania, bo niespokojnie obserwowałam morze, które wzięło nas zupełnie z zaskoczenia.


Spakowałam swoje rzeczy, ubrania które leżały na piasku były całe mokre, a kilka tubek farby zgubiłam uciekając przed nadchodzącą falą, więc musiałam zawrócić poszukać ich w piasku. Udało mi się je odnaleźć i tak po małej przygodzie wróciliśmy z prawie skończonym obrazem do mieszkania.


Udało mi się go dokończyć na podstawie zrobionego zdjęcia, chociaż według mnie malowanie ze zdjęć zawsze zabiera część życia z przedstawianego krajobrazu, więc staram się to robić tylko w awaryjnych przypadkach, takich jak właśnie „wielka fala”. ;)



Zaproszenie


Chcę opowiedzieć Ci jak przebiegała moja Artystyczna Podróż krok po kroku — przeprowadzić Cię przez miejsca, w których mieszkałam, sztukę, którą tworzyłam, i refleksje, które mnie prowadziły.


Zapraszam Cię do wspólnej drogi— w poszukiwaniu domu, marzeń i odkrywania siebie.


Dziękuję, że tu jesteś. Mam nadzieję, że zostaniesz ze mną na dłużej.



Do usłyszenia,


Lidia

 
 
 
bottom of page