Artystyczna podróż: Mieszkałam w starożytnym bastionie na krańcu włoskiego buta
- 13 gru 2025
- 4 minut(y) czytania
Jeśli chcesz być tam, gdzie nigdy nie byłeś, musisz iść drogą, którą nigdy nie szedłeś. Jeśli chcesz osiągnąć to, czego nigdy nie miałeś, musisz robić to, czego nigdy nie robiłeś — Coniguliaro Dominick

W poszukiwaniu swojego miejsca na świecie
Drogi Czytelniku,
Chciałam objechać Włochy w poszukiwaniu swojego miejsca na świecie. Coś mi mówiło, że tak — to jest ten kraj.
Dwa lata temu, gdy zastanawiałam się, czy moje marzenie o życiu we Włoszech jest głosem intuicji, czy raczej wytworem kultury, w której żyję (no bo kto nie marzy o romantycznej wyprowadzce do Włoch?), podczas przerzucania starych gratów na poddaszu niespodziewanie znalazłam rozmówki polsko-włoskie. Wtedy poczułam, że to znak — żebym podążała za tym, co podpowiada mi ten cichy głos w środku.
Zapisałam się na lekcje włoskiego na uniwersytecie i dzięki uprzejmości profesor prowadzącej mogłam dokończyć razem ze studentami cały rok nauki. Były to wspaniałe zajęcia, z których naprawdę dużo wyciągałam. Za każdym razem leciałam na nie jak na skrzydłach — z entuzjazmem i ciekawością, czego dziś się nauczę. Nauka szła mi gładko i była głównie przyjemnością, co tylko utwierdzało mnie w przekonaniu, że tak — Włochy mnie wołają, a ja staram się im odpowiedzieć w tym samym języku.
Zostawiłam serce w Toskanii
Pierwszy raz we Włoszech zakochałam się podczas wakacji w Toskanii. Niezbyt oryginalne miejsce, może to nawet klisza, ale skoro skrada serca tak wielu ludziom na świecie, sami przyznacie, że coś w tym musi być!
Dlaczego więc nie wybrałam Toskanii na pierwszy ogień? Dlaczego nie spróbowałam życia właśnie w tym pięknym regionie Belpaese?
Zdałam sobie sprawę, że ja potrzebuję żyć blisko morza — i blisko mam na myśli 15 minut pieszo, a nie 40 minut autem. Ktoś może uznać to za fanaberię, ale było to zawsze moim marzeniem. Skoro inne się spełniają, to dlaczego nie spróbować również z tym?
I tak jak pisałam w poprzednim poście: wybraliśmy się (jak i mój mąż) w podróż dookoła Włoch, wzdłuż ich długiego wybrzeża. Zaczęliśmy od wschodniego a wróciliśmy zachodnim robiąc pętlę, ale po kolei.
Jechaliśmy autostradą wzdłuż morza — przez Veneto, Emilię-Romanię, Marche, Abruzję i Molise — aż dotarliśmy do samej końcówki włoskiego obcasa, gdzie na drugim brzegu widać góry Albanii, a wiatry otwartego morza hulają na całego: czyli do Otranto.

Miesiąc w Otranto
Mieszkaliśmy w wynajętym Airbnb w starym bastionie pierwszych kolonizatorów — surowym, wręcz przerażającym, z pięciometrowymi sufitami, „lochami”, jak się śmialiśmy i zejściem do podziemi zasłoniętym szybą w jednym z pokoi!
To nieco dziwne zakwaterowanie miało jednak ogromny plus: znajdowało się na samym brzegu starych murów miasta i miało piękny widok na morze i port, które nocą szumiało kołysane wiatrem.
Pierwszy obraz, który tam namalowałam, był właśnie widokiem z okna, ponieważ pogoda nie zachęcała mnie jeszcze do malowania na zewnątrz (ach ten wiatr!). Szwajcarscy turyści zatrzymali się, by zrobić mi zdjęcie — jedno z nich nawet później mi przesłano:


Był marzec, a ciepła wiosna, której spodziewaliśmy się na południowym krańcu Włoch, wcale nie była taka ciepła. Miasto na koniuszku obcasa było bardzo wietrzne i śmialiśmy się, że południowe Włochy wcale nie różnią się pod tym względem tak bardzo od Islandii.
Malowałam na tarasie widokowym miasta, gdy podeszło do mnie starsze małżeństwo Chińczyków. Powiedzieli, że postanowili spędzić tutaj emeryturę, bo kilka lat wcześniej byli w Otranto na wakacjach. Teraz żyli w tym najdalej wysuniętym na wschód włoskim miasteczku, wpisując się w jego lokalny krajobraz — ją często widywałam rozmawiającą z innymi kobietami na ławce w słońcu, on natomiast codziennie przed zachodem łowił ryby na małym pomoście przy restauracji.

Malowanie codzienności i spotkania z ludźmi
Malowałam okolicę — to, co często zachwycało mnie na spacerach: widok z okna, uliczkę, przy której mieszkaliśmy. Ludzie byli otwarci i ciekawi. Często podchodzili, pytali, czy mogą zrobić zdjęcie, chwalili to, jak maluję. Byli to ludzie w każdym wieku — nawet dzieci, co tylko potwierdzało moje przekonanie o tym jak otwarci na innych są Włosi.
Pewnego razu, gdy malowałam widok z naszej uliczki, dwóch młodych kelnerów z pobliskiej restauracji podeszło do mnie i zapytało, czy mogą zrobić mi zdjęcie przy pracy. Zgodziłam się, a oni zareagowali bardzo entuzjastycznie i później przesłali mi fotografię, którą zrobili:


Widzę, że ludzi często zachwyca to, że maluję ich codzienność — to, co widzą po drodze do pracy, znajomy budynek, fragment własnego świata. Lubią czuć się dostrzeżeni. Często opowiadają mi, że namalowałam dom kogoś z ich rodziny albo znajomych.
Jedna z osób, która widziała, jak maluję na plaży, podeszła i skomentowała:
„O, namalowałaś nawet tego Chińczyka, co codziennie łowi ryby!”
To niezwykle cenne, że mogę nawiązywać relacje z ludźmi, malując ich codzienność i miejsca, w których żyją.
Puglia czyli Apulia i artystyczne spotkania
Podczas pobytu w Otranto dużo czasu poświęciliśmy na zwiedzanie Puglii ( po polsku mówimy Apulia). Objeżdżając niemal cały region, dotarliśmy do chaotycznego, ale elektryzującego Bari, Polignano a Mare położonego na pięknym klifie, Ostuni — białego miasta, Alberobello z niezwykłymi stożkowymi budowlami w centro storico, Lecce, nazywanego przez niektórych Firenze del Sud — Florencją południa.
W tym czasie zrobiłam również kilka szkiców pastelami olejnymi. Poznałam bardzo sympatyczną pisarkę książek dla dzieci — z wykształcenia historyczkę sztuki — pracującą w małej księgarni w miasteczku. Okazała się wielką entuzjastką moich prac z Islandii, porównując moją twórczość do Ethel Adnan, o której istnieniu w tamtym momencie jeszcze nie wiedziałam. To od niej dowiedziałam się, że Otranto od lat przyciąga artystów i malarzy przez swoje niezwykłe światło.
Razem obejrzałyśmy także wystawę zdjęć z życia Fridy Kahlo, która miała miejsce w średniowiecznym zamku.

Dalej na południe
Wraz z Wielkanocą, która przyniosła ze sobą saharyjski pył, otoczeni złotą chmurą piasku, ruszyliśmy do kolejnego miejsca na naszej mapie podróży — do Kalabrii.

Zaproszenie
Chcę opowiedzieć Ci jak przebiegała moja Artystyczna Podróż krok po kroku — przeprowadzić Cię przez miejsca, w których mieszkałam, sztukę, którą tworzyłam, i refleksje, które mnie prowadziły.
Zapraszam Cię do wspólnej drogi— w poszukiwaniu domu, marzeń i odkrywania siebie.
Dziękuję, że tu jesteś. Mam nadzieję, że zostaniesz ze mną na dłużej.
Do usłyszenia,
Lidia ♡