top of page
Szukaj

Artystyczna podróż: Rok na Islandii — dlaczego zdecydowałam się wyjechać

  • 12 gru 2025
  • 5 minut(y) czytania

Zaktualizowano: 20 sty


Najpiękniejszych chwil w życiu nie zaplanujesz. One przyjdą same. Sztuka życia – to cieszyć się małym szczęściem. Phil Bosmans


Zorza polarna nocą na Islandii nad domkami i górą
Zorza polarna pod Eyjafjallajökull. Marzec 2023


Gorące pożegnanie z lodową krainą


Drogi Czytelniku,


Po wspaniałym roku, który w większości spędziłam na Islandii, zdecydowałam o wyprowadzce. Od początku nie czułam, że to jest „moje miejsce”, ale kochałam Islandię i moje życie na niej. Moja artystyczna podróż zaczęła się trzy lata temu właśnie wyjazdem na Islandię. Był to długi przystanek i jedno z najpiękniejszych doświadczeń w moim życiu. Co ciekawe, przez to, że jest to zimna wyspa, malowałam głównie w domu, a nie w plenerze, jak zazwyczaj.


Islandzkie lato — maksymalnie 15 stopni i wiatr — nie zachęcało do malowania na zewnątrz, mimo że widoki były przepiękne i bardzo chciałam je uchwycić.


Namalowałam tam dwa cykle prac Światło na krańcu świata oraz Discovering Places, które możecie zobaczyć w kolekcji na stronie głównej (klik).


Pejzaże z pierwszego z nich są zapisem, tego, co widziałam z okna na początku mojego pobytu, kiedy jeszcze mieszkałam pod aktywnym wulkanem Eyjafjallajökull. Tak — tym wulkanem, który wybuchł w 2010 roku, paraliżując ruch lotniczy między Ameryką a Europą. Pod jego zboczem, w małej metalowej chatce z ogromnymi oknami, powstały moje pierwsze islandzkie pejzaże.


Islandzki krajobraz widoczny przez okno, na pierwszym planie puste płótno i pędzle
Widok z okna z chatki pod wulkanem Eyjafjallajökull. Marzec 2023



Życie pod czynnym wulkanem: samotność, zachwyt i potęga natury


Powolne roztopy i zima przedłużająca się do połowy kwietnia malowały krajobraz żółtej, suchej trawy, zmęczonej trwającym mrozem. Było sucho i zimno, a zachody słońca barwiły niebo na żółto lub różowo, rozciągając się wzdłuż długiego horyzontu, który z obu stron zamykały góry okalające naszą osadę. Widok ciągnął się płasko przez pięć kilometrów — od chatki, w której mieszkałam, aż do czarnej wulkanicznej plaży i niebieskiego brzegu Oceanu Arktycznego.


Spacerowałam często po tej czarnej plaży w otoczeniu niesamowitego krajobrazu. Z jednej strony burzyły się gwałtowne fale, pod stopami miałam czarny piasek, wokół piętrzyło się pasmo wysokich gór, a za plecami błyszczał lodowiec na szczycie drzemiącego wulkanu. Oprócz hałasu fal i zawodzenia wiatru nie było słychać nic. Nikogo tam nie spotykałam. Byłam tylko ja i natura.


Na Islandii jest wiele takich miejsc — gdzie można poczuć majestat nietkniętej ludzką ręką natury, przy której człowiek staje się drobny. To tam rodzi się niezwykły szacunek do życia: do świadomości, że my i ta potęga współistniejemy — jesteśmy dla siebie nawzajem zachwytem, ale też zagrożeniem.


kobieta spacerująca po czarnej plaży Reynisfjara na Islandii, w tle morze i zachmurzone niebo
Spacer po czarnej plaży. Reynisfjara. Kwiecień 2023



Czy na Islandii jest bezpiecznie?


O Islandii mówi się jako o niezwykle bezpiecznym kraju, o małej populacji i dobrze wyedukowanym społeczeństwie. W Reykjavíku nie czułam zagrożenia ze strony ludzi. Chodziłam samotnie po uliczkach, w poszukiwaniu ulubionych kolorów skandynawskich domów. Różniły się od norweskich tym, że z zewnątrz pokrywała je malowana blacha, a nie drewno — bardziej odporna na warunki. Bo to natura, a nie ludzie, była tu prawdziwym zagrożeniem.





Pamiętam noce, w których nie mogłam spać, mieszkając w tej małej chatce, bo wiatr wiał 150 km/h, wybijając nawet szyby w samochodach! Śniło mi się, że zdmuchuje nam dach i zostajemy w nocy bez schronienia, pośród czarnych gór i pustki. To było jeszcze przed przeprowadzką do Reykjavíku.



Trzesięnia ziemi i erupcje wulkanów na porządku dziennym


W stolicy czekały na nas inne „atrakcje” matki natury. Pewnego ranka, pijąc kawę na kanapie, poczułam wstrząs. Kawa drżała w kubku, szklanki pobrzękiwały w kuchni, drzwi i okna furkotały jakby pod domem przejechał tir. Nie wiedziałam, że właśnie przeżywam swoje pierwsze trzęsienie ziemi. Później zdarzało się to często — w Ikei, na jodze, w kawiarniach. Po kilku tygodniach nikogo już nie dziwiło łapanie przewracających się szklanek.


Podczas gdy olbrzym powoli się przebudzał, mieszkańcy wysuniętej najdalej na północ europejskiej stolicy zajmowali się ze stoickim spokojem swoim życiem. Pytania „Czy już wybuchł?” stały się codziennym smal talkiem między pracownikami w firmach i ludźmi w kolejkach po cynamonowe bułeczki.


Gdy w końcu do niej doszło, erupcja była spektakularna, wiele ludzi specjalnie uprawiało wulkano-turystykę urządzając piesze wycieczki z obserwowaniem lejącej się i tryskającej w górę żywym ogniem lawy, helikoptery latały z rejsami widokowymi a droniarze prześcigali się w najlepszych ujęciach erupcji z góry.


Czy poszłam zobaczyć pradawne wnętrze ziemi wydobywające się agresywnie na powierzchnię? Nie. Dlaczego? Sama nie wiem, może ten temat nie zajmował mnie aż tak bardzo jak innych, 15 km od naszego mieszkania lawa leje się strumieniami, a ja spokojnie popijam gorącą czekoladę w księgarnio-kawiarni w centrum miasteczka. Widziałam piękne zdjęcia erupcji, ujęcia z drona i streamy na żywo z kamer 24/h. Uniknęłam wdychania podczas takiego spaceru do otwartego wulkanu pyłów i substancji równych mniej więcej rocznemu życiu w centrum Warszawy. Nie żałuję.





Mieszkanie na tej gościnno-niegościnnej wyspie nauczyło mnie ogromnego szacunku do przyrody, ale też zupełnego zachwytu nad skalą sztuki jaką uprawia natura na tym lodowym lądzie.


Kojarzycie te zdjęcia Islandii, gdzie wszystko jest czarno-białe a natura przedstawiana jest jako surowa i niedostępna? Takie krajobrazy też można tu zobaczyć, ale oprócz skali szarości życie tutaj ma niesamowicie intensywne barwy.


Latem białe noce kolorują świat przez kilka godzin na pomarańczowo, bo uparte słońce tylko na moment chowa się pod horyzont, by po krótkiej chwili wynurzyć się znowu, przez co spektakl wschodu i zachodu łączy się w jedno a natura urządza bardzo długie i kolorowe przedstawienie.





To nic dziwnego zobaczyć ludzi biegających czy uprawiających nordic walking o północy, jeżdżących na rowerach czy urządzających piesze wycieczki pośród kwitnących fioletowych pól łubinu, skąpanych w miękkim ciepłym odcieniu północnego nieba.


Dzień polarny natomiast przychodzi w cichym i późnym wschodzie słońca, które budzi się w południe, a kończy swoją wędrówkę 3 h później. Nawet taki okruch dnia maluje niebo na pastelowo różowo oraz oświetla wszystko złotym światłem nisko zawieszonego słońca, w którym wszystko wygląda po prostu piekniej!


Takie spektakle nie mogą się znudzić, oglądanie tańczącej zorzy polarnej na ciemnym zimowym niebie, fioletowe fiordy z pomarańczowym blaskiem na szczytach, różowe zatoki, wściekle czerwone wody morza, oślepiające odbijającym światłem zachodu, zielone pola, fioletowe łubiny, czarny piasek i błękitne przezroczyste lodowce, światło rozpraszające się w kroplach spadającego wodospadu i tworzące tęczę.


Zachwyt, cisza i otaczający bezmiar piękna - to wszystko umieściłam w obrazach z tego okresu. Kolory, które widziałam, kompozycje ziemi i wody i emocje, gdy doświadczałam tego stając się częścią krajobrazu.



Obraz olejny wiszący na bordowej ścianie nad skórzanym fotelem obok regału na książki w kawiarni
Mój obraz "Sunny day by the beach" na wystawie w Ida Zimsen w Reykjaviku. Grudzień 2023

Moja pierwsza wystawa i malowanie na pełen etat


Jestem niesamowicie wdzięczna za ten czas spędzony na Islandii. To był pierwszy odważny krok w walce o swoje marzenia: podróży w nieznane i malowania na pełny etat. Dzięki temu powstały dwa cykle moich prac: Światło na krańcu świata oraz Discovering Places, które wystawiłam w kawiarni Ida Zimsen w Reykjaviku w grudniu 2023. Była to moja pierwsza solowa wystawa i będę wspominać to ze wzruszeniem. Pojawił się na niej nawet Ambasador Polski na Islandii! A to naprawdę duże wyróżnienie :)



Kobieta siedząca na podłodze, za nią kolorowe obrazy olejne
Ja z cyklem Discovering Places w moim mieszkaniu w Reykjaviku. Listopad 2023


Zaproszenie


Chcę opowiedzieć Ci jak przebiegała moja Artystyczna Podróż krok po kroku — przeprowadzić Cię przez miejsca, w których mieszkałam, sztukę, którą tworzyłam, i refleksje, które mnie prowadziły.


Zapraszam Cię do wspólnej drogi— w poszukiwaniu domu, marzeń i odkrywania siebie.


Dziękuję, że tu jesteś. Mam nadzieję, że zostaniesz ze mną na dłużej.



Do usłyszenia,


Lidia

 
 
 
bottom of page