top of page
Szukaj

Artystyczna podróż: jak przypadkiem zamieszkałam w Kalabrii

  • 3 mar
  • 3 minut(y) czytania

Życie jest za krótkie by odkładać je na potem. By zastanawiać się 10 lat nad zrobieniem pierwszego kroku. Jest za krótkie na "A może by..." lub "Jeszcze nie teraz". Za krótkie na czekanie. Monika Pryśko (tekstualna)


Kobieta tyłem na tle zachodzącego nad morzem słońca i pryskających fal
Zachód słońca w Amanteii. Kwiecień 2024

Sycylijska mafia i zmiana planów


Drogi Czytelniku,


Przez kolejny miesiąc mieszkałam w Belmonte Calabro, pięknej małej mieścince w górach kalabryjskich. Trafiliśmy (ja i mój mąż, wierny towarzysz każdej podróży) tam trochę przez przypadek, bo nie uwzględnialiśmy tego regionu jako potencjalnego miejsca do życia. Kalabria jako region południowych Włoch ma swoje różne problemy, ale ma też, jak się okazało, dużo piękna do zaoferowania – ale o tym zaraz.


Mieliśmy wstępnie wynajęte na kwiecień mieszkanie na Sycylii. Im bliżej było daty wynajmu, tym częściej zaczęły pojawiać się różne alarmujące nas sygnały, że może niekoniecznie jest to legalny biznes. Na sam koniec straciliśmy pewność, czy to mieszkanie w ogóle istnieje, ponieważ nie miało żadnych ocen od gości, a podobno było wynajmowane już kilka lat. Prośba o przelew do banku w Szwajcarii sprawiła, że postanowiliśmy grzecznie podziękować i tak tydzień przed końcem naszego wynajmu w Otranto, nie mieliśmy mety na kolejny miesiąc. Dodam tylko, że do takiej decyzji zachęcił nas poznany w Otranto emerytowany policjant, który słysząc gdzie chcemy wynająć to mieszkanie, wskazał, że to miejscowość bardzo lubiana przez sycylijską mafię.


Siedząc na plaży niedaleko Gallipoli, spowici żółtym pyłem saharyjskim jakbyśmy byli w postapokaliptycznym świecie, z zamglonym słońcem nad głowami szukaliśmy alternatywnego zakwaterowania na kwiecień 2024. Mieszkanie, które przykuło naszą uwagę znajdowało się w malutkim miasteczku, nawet można powiedzieć wiosce w górach kalabryjskich. O samych górach kalabryjskich czytaliśmy tyle, że jest to jedna z ulubionych kryjówek capo czyli szefów mafii, mimo to mieliśmy dobre przeczucie i poprosiliśmy o rezerwację tego terminu dla nas. Dowiedzieliśmy się później, że była to najlepsza decyzja jaką mogliśmy podjąć.


Mieszkanie z widokiem na wulkan


Nasze mieszkanie w Belomonte Calabro znajdowało się w centro storico, w wysokim starym kamiennym domu z oszałamiającym widokiem na głęboką cienistą dolinę, morze rozciągające się wzdłuż horyzontu po prawej stronie i majestatyczną porośniętą żywą zielenią górę na przeciwko. Jakby tego było mało, przy dobrej widoczności mogliśmy podziwiać wulkan Stromboli oraz przy odpowiednim oświetleniu także Etnę oddaloną od nas niezły kawał drogi.


Przy wynajmie nie zauważyliśmy, że w cenę mieszkania wliczone jest również śniadanie w lokalnym barze. Codziennie czekało na nas typowe włoskie colazione składające się z cappuccino i cornetto, które z uśmiechem podawał nam kochany Matteo, który po śmierci mamy przejął prowadzenie rodzinnego biznesu. Wspaniale wspominam tamten czas, codzienne spacery wzdłuż tarasu widokowego do kawiarni i niespieszne rozmowy z młodym właścicielem


Matteo mieszkał bezpośrednio nad barem, otwierał wcześnie rano i zamykał jedynie na pausa pranzo czyli przerwę obiadową. Zachwyciło nas to, jak codziennie przychodzili tam stali klienci, a on pamiętał ich codzienne zamówienia i podawał im to po co przyszli, zanim zdążyli powiedzieć czego sobie życzą. Bar Cafe Antico Marano był sercem tej uroczej miejscowości i miejscem spotkań, rozmów, śmiechów. Na jednym z obrazów uwieczniłam widok za rogiem kawiarni, część domu Matteo z widokiem na małą uliczkę, pamiętam jaki był wzruszony, że chcę namalować właśnie to miejsce, które dla niego było takie zwykłe i codzienne, a mnie zachwyciło ułożeniem światła i kolorów.


Obraz na drewnianej sztaludze przedstawiający włoską uliczkę,
Uliczka przy domu Matteo. Kwiecień 2024

Malowałam tam widoki z okna, żeby uchwycić to piękno którym byliśmy otoczeni na co dzień. Namalowałam przepastną dolinę kończącą się wysoką zieloną górą po drugiej stronie, którą mogliśmy podziwiać z kuchni oraz balkon budynku na przeciwko z drzewem pomarańczowym, na którym tak pięknie układało się światło przy zachodzie słońca.


Obraz na sztaludze malarskiej przy otwartym oknie z widokiem na dolinę
WIdok na dolinę z okna w kuchni w Belmonte. Kwiecień 2024
widok z wnętrza na balkon ze sztalugą malarską i obrazem włoskiej uliczki
Obraz Widok z balkonu w Belmonte Calabro w trakcie malowania. Kwiecień 2024

Ten właśnie obraz kupiła pewna Brytyjka, która (co za zbieg okoliczności) mieszkała w tym samym czasie piętro pod nami). Wyprzedzając nieco zdarzenia widzieliśmy się z Ruth w jej rodzinnych okolicach w następnym roku podczas naszej podróży po Anglii, ale do tego jeszcze dojdziemy :)


Na moim instagramie pokażę, wszystkie stworzone w tym czasie obrazy i opowiem o okolicznościach ich malowania, dlatego serdecznie zapraszam do obserwowania mojego profilu.


A tutaj zostawiam kilka osobistych kadrów z miesiąca spędzonego w Kalabrii:




Zaproszenie


Chcę opowiedzieć Ci jak przebiegała moja Artystyczna Podróż krok po kroku — przeprowadzić Cię przez miejsca, w których mieszkałam, sztukę, którą tworzyłam, i refleksje, które mnie prowadziły.


Zapraszam Cię do wspólnej drogi— w poszukiwaniu domu, marzeń i odkrywania siebie.


Dziękuję, że tu jesteś. Mam nadzieję, że zostaniesz ze mną na dłużej.



Do usłyszenia,


Lidia

 
 
 

Komentarze


bottom of page