Artystyczna podróż: jesień w Normandii cz. I
- 16 mar
- 4 minut(y) czytania
Przyszłość należy do tych, którzy wierzą w piękno swoich marzeń
— Eleanor Roosevelt

Stara plebania i ekscentryczna sąsiadka
Drogi Czytelniku,
Po niesamowitym czasie w Anglii ruszyliśmy do kolejnego punktu na naszej mapie, czyli Dolnej Normandii, krainy cydrem i camembertem płynącej. Przepłynęliśmy promem z Portsmouth do Caen i godzinę jazdy pośród zielonych pól później trafiliśmy do Crouttes – naszego domu na cały kolejny miesiąc.
Wynajęliśmy mieszkanie czy raczej pół domu, który był częścią starej wiejskiej plebanii z XIX w. Na początku wiejący nieco grozą dom nie wydawał nam się przyjazny lecz widoki i otoczenie w jakim był umiejscowiony przekonały nas by zostać.




Tak spędziliśmy niespieszny październik, próbując lokalnych serów, spacerując po błotnistych zielonych polach i chłonąc ogarniającą nas zewsząd zieleń. Wioska w której mieszkaliśmy była bardzo mała i położona na górce, z której każdy dom miał niesamowity widok na zieloną dolinę, pastwiska dla krów i lasy ciągnące się na horyzoncie.
Kilka domów upstrzyło rozległe pola, ale widok pozostawał harmonijny i zupełnie niezwykły. Niedługo po wprowadzeniu się poznaliśmy naszą sąsiadkę Yenneke, która każdego dnia dzielnie kosiła swój ogromny trawnik na zielonym wzgórzu.
Przy jednym spotkaniu powiedziała nam: Przeprowadziłam się tutaj z Holandii, bo jest to najpiękniejszy widok jaki w życiu widziałam. Jestem na emeryturze, a mam tutaj co robić, praca wokół domu tutaj nigdy się nie kończy i to mi chodzi, żeby codziennie mieć cel.

Yenneke pozwalała mi przychodzić do siebie do ogrodu kiedy chciałam, żeby malować widok jaki rozpościerał się z jej podwórka. Większość obrazów które zrobiłam namalowałam właśnie u niej przy domu, za co jestem ogromnie wdzięczna. Inspirowały mnie jej stare jabłonie, cienie kładące się na zielonej trawie i tańczące po pagórkach w oddali, stary kamienny dom, suszące się pranie na tarasie przed nim oraz cisza i spokój jakie nam towarzyszyły. Byłam sama, zanurzona kompletnie w zieleni tej pięknej krainy.



Spełnione marzenie z dzieciństwa
Wyjazd do Normandii był inspirowany moim wielkim marzeniem z dzieciństwa, żeby móc przenieść się do rzeczywistości widzianej na obrazach mojego ulubionego artysty – Claude Moneta. To był główny powód, dlaczego wybrałam właśnie to miejsce, jako kolejny przystanek w naszej drodze.
Od dziecka, odkąd pamiętam kochałam impresjonizm. Pamiętam jak uczyła mnie o nim moja ciocia, (która jest historyczką sztuki), opowiadając o grze światła i niewyraźnych plamkach, które po oddaleniu się tworzą czytelny obraz.
Byłam tym zachwycona i było to dla mnie prawie jak magia, no bo jak coś co jest niekształtną barwną plamą może być z daleka czyjąś twarzą czy kapeluszem?
Intrygowało mnie to a w szczególności życie przedstawiane na obrazach impresjonistów, widoki pięknych plaż, pikniki, rejsy łódką, spacery w ogrodzie, czuć w nich nastrój spokojnego niedzielnego popołudnia. Chciałam żyć tak, jak na tych obrazach i moim ogromnym marzeniem było odwiedzenie miejsc widzianych na obrazach w dzieciństwie.
Istotnym dla mnie miejscem było Rouen ze swoją słynną katedrą, którą malował tyle razy w różnej pogodzie Claude Monet. Ja widziałam ją w deszczowej aurze i zachwyciła mnie tak samo jak na jego obrazach.


Malowałam tam gdzie Claude Monet, Boudin, Pisarro!
Jednym z najważniejszych do odwiedzenia miejsc było dla mnie miasteczko Étretat i ogromne zjawiskowe klify okalające je z obu stron. Było to miejsce często uwieczniane na obrazach przez wielu różnych artystów.
Na plaży w Étretat, w którym malowałam poniższy obraz stali wcześniej min. Corrot, Monet, Boudin, Pissarro.
Muszę przyznać, że lekko trzęsły mi się ręce ze wzruszenia i przejęcia, że mogę stać w tym samym miejscu co ważni dla mnie artyści setki lat wczesniej. Towarzyszło mi metafizyczne uczucie, że zachwyca nas ta sama wielkość i piękno natury, niezmiennej od milionów lat.





W ogrodzie u Claude Moneta
Moja podróż można powiedzieć, że była poniekąd śladami Clauda Moneta, dlatego obowiązkowym przystankiem były odwiedziny jego domu w Giverny pod Paryżem. Piękny różowy dom z zielonymi okiennicami otoczony jest niezwykłym ogrodem z tysiącami roślin kwitnących prawie okrą
gły rok.
Każdy skrawek ziemi obsypany jest kwiatami i nawet późną jesienią można było podziwiać kwitnące rośliny w setkach barw.


Największe wrażenie zrobił na mnie tak jak przypuszczałam ogród japoński z różowymi liliami wodnymi pływającymi po jego powierzchni. To tutaj powstały obrazy nenufarów, które tak podziwiałam przez wszystkie lata. Chodząc po drewnianych mostkach ogarniało mnie wzruszenie i ciężko było mi uwierzyć, że naprawdę to tutaj.


Na pamiątkę kupiłam puszkę na herbatę w kształcie różowego domku z Claudem wyglądającym przez frontowe drzwi.
Obrazy w nowym domu
Po zjedzeniu nieprzyzwoitych ilości bagietek z camembertem (wioska Camembert, w której powstał ten ser była oddalona jedynie o 5 km od naszej) oraz wykorzystaniu wszystkich czerwonych i soczystych jabłek z naszego drzewka w ogrodzie do pieczenia maślanego galette, z końcem października ruszyliśmy w dalszą drogę, ale już bez dwóch obrazów, które wiszą dumnie na ceglanej ścianie w małym domku Yenneke.



A poniżej jeszcze kilka zielonych kadrów z Crouttes:


Zaproszenie
Chcę opowiedzieć Ci jak przebiegała moja Artystyczna Podróż krok po kroku – przeprowadzić Cię przez miejsca, w których mieszkałam, sztukę, którą tworzyłam, i refleksje, które mnie prowadziły.
Zapraszam Cię do wspólnej drogi – w poszukiwaniu domu, marzeń i odkrywania siebie.
Dziękuję, że tu jesteś. Mam nadzieję, że zostaniesz ze mną na dłużej.
Do usłyszenia,
Lidia ♡



Komentarze