Artystyczna podróż: jesień w Normandii cz. II
- 16 kwi
- 6 minut(y) czytania
Aby osiągnąć wspaniałe rzeczy, musimy marzyć tak dobrze, jak działać.
— Anatole France

Słodki listopad w Le Tréport
Drogi Czytelniku,
Ciepła jesień, której zakosztowałam w październiku, powoli zaczynała przynosić ze sobą chłodniejsze poranki i wieczory. Mieszkanie, w którym spędziliśmy listopad (ja i mój mąż, nieodłączny kompan wszelkich podróży), położone było w połowie drogi prowadzącej na klif górujący nad portowym miasteczkiem. Żeby się na niego wspiąć trzeba było pokonać prawie pionowe schody, które codziennie dzielnie pokonywaliśmy w górę i w dół chodząc do piekarni po baguette tradition czyli pyszną i chrupiąca tradycyjną francuską bagietkę.
Pod koniec miesiąca dowiedzieliśmy się, że kursuje na niego darmowa kolejka, która jak winda wciąga Cię na sam szczyt! Ale formę to sobie zrobiliśmy na tych schodach.


Gdy wspominam tamten okres był on naprawdę spełnieniem moich marzeń.
Od zawsze kochałam jesień, była moją ulubioną porą roku, a ta spędzona w tak piękny sposób na północnym wybrzeżu Francji była najbardziej wyjątkową od lat.
Moje biurko stało pod dużym oknem we francuskiej kamienicy, przez które mogłam podziwiać panoraiczny widok na morze, które czarowało zmieniającymi się kolorami przez cały dzień. Zachmurzone niebo i wiatr przesuwający chmury sprawiały, że woda przybierała odcienie bieli, stalowej szarości, ciemnego atramentowego granatu aż po błękit czy jasnozielony turkus. W dodatku te wszystkie kolory można było zaobserwować w ciągu jednego dnia czy nawet w ciągu jednej godziny. Zawsze zastanawiałam się, dlaczego morze na obrazach impresjonistów ma tak cudaczne kolory i pasy, dopóki nie zobaczyłam tego na własne oczy, że dokładnie tak morze wygląda! Załączam kilka zdjęć na dowód:



Seine Maritime czyli Sekwana Nadmorska. Śladami Claude Monet i innych impresjonistów
Ten region Francji mam oznaczony serduszkiem na google maps i można powiedzieć, że było to moje miejsce artystycznej pielgrzymki. Tak jak już wspominałam w poprzednim poście o październiku spędzonym w Dolnej Normandii, ta podróż do Francji była głównie inspirowana impresjonistami, którzy tam tworzyli. W muzeum w Rouen można obejrzec infografikę, na której umieszczona została Sekwana (Seine), a wokół niej rozmieszczeni malarze, którzy tworzyli w tym regionie z konkretnymi miasteczkami, w których osiadali.

Moje niesamowite odkrycie na plaży w Pourville
Jedyny obraz autorstwa Claude Moneta w Polsce można oglądać w muzeum narodowym w Poznaniu. Obraz nosi tytuł Plaża w Pourville i wisi na wielkiej ścianie w sali szumnie nazwanej salą Moneta. (04.2026: teraz w trakcie remontu starego gmachu, eksponują go w różnych miejscach).

Moim marzeniem było zobaczenie tej słynnej plaży na żywo, a może nawet spróbowanie swoich sił w malowaniu uwiecznionego przez Moneta widoku z wysokiego klifu. Był listopad, temperatura nawet jak na ten miesiąc była całkiem wysoka, bo było około 16 stopni Celsjusza, świeciło słońce, ale niestety jak to bywa w Normandii, było bardzo wietrznie. Surferzy na ten dzień zaplanowali zawody, więc Pourville pełne było ludzi w piankach z deskami, vanów i kibiców podziwiających wodne wyczyny z plaży.



Długo szukałam miejsca, w którym mogłabym postawić swoją sztalugę, bo wdrapywanie się z nią na wysoki klif przy takim wietrze nie wydało mi się atrakcyjnym pomysłem. W końcu znalazłam sobie wystarczająco ustronne miejsce, z daleka od szalejącego tłumu i surferów oraz lekko osłonięte od wiatru.
Niespokojne morze Normandii często formuje duże uskoki piasku/żwiru na plaży, więc stanęłam właśnie za jednym z nich, mając morze po lewej stronie i górkę żwiru po prawej. Patrzyłam na dobrze znany mi z wcześniej wspomnianego obrazu klif tylko nieco z odmiennej perspektywy, bo stałam znacznie niżej niż Claude i bliżej wschodniego końca plaży.
Malowałam w pośpiechu, bo porywy wiatru szarpały moją sztalugę tak, że jedną ręką musiałam trzymać pędzel a drugą przytrzymywać płótno. Gdy skończyłam, nie byłam specjalnie zadowolona, chociaż doświadczenie bycia w tym samym miejscu co malarz, którego tak podziwiam było niezwykłe.

Wróciłam do tego obrazu jeszcze raz w domu, nie byłam zachwycona kompozycją. Piękny klif, który podziwiałam na żywo, wydawał mi się być teraz płaski. Zaczęłam szukać inspiracji w innych obrazach Claude, bo pomyślałam, że może miał kiedyś podobny problem. Jak duże było moje zdziwienie, gdy odkryłam, że Monet namalował jeden mało znany obraz, dokładnie w tym samym miejscu, które ja wybrałam.
Jego klif też wydawał się płaski, więc to chyba wina perspektywy, która na żywo wydawała się atrakcyjna, ale po przeniesieniu na płótno już niezupełnie. Nie znałam wcześniej tego obrazu, nie uważam też go za jeden z najlepszych jakie namalował Claude, ale gdy odkryłam, że jest "bliźniaczy" do tego, który stworzyłam w Pourville, stał się moim ulubionym.


Dzięki temu zbiegowi okoliczności czuję jeszcze większy związek z moim mistrzem impresjonizmu, a obraz klifu w Pourville stał się dla mnie drugim najważniejszym w całej kolekcji, którą namalowałam we Francji, licząc ten malowany trzęsącą ręką w Etretat.
Widoki z okna na port i klify
Jesień zrobiła się już naprawdę chłodna, w połowie listopada zaczęły się sztormy, ulewne deszcze i wiatr tak silny, że martwiliśmy się jak przetrwają go okna w naszym mieszkaniu. Nie wychodziłam już tak często w plener jak w październiku, za to mogłam wykorzystać to co mieliśmy pod samym nosem czyli widoki z okna. Powstały w ten sposób dwa widoki na port oraz schody na klif nad miastem.




Ostatni plener udało mi się uchwycić pewnego słonecznego listopadowego dnia. Mimo ubrania na siebie trzech warstw wełnianych ubrań, pod koniec pracy nie czułam palców z zimna. Był to mój ukochany widok na klif w Mers-les-Bains, który przepięknie chwytał jasne światło poranka na swoim grzbiecie a w czasie zachodu świecił złotem zniżającego się słońca.

A tu taka ciekawostka: Mers-les-Bains w 2023 roku zajęło drugie miejsce w plebistycie na ulubioną wioskę Francuzów, co można było przeczytać na tablicach informacyjnych, spacerując promenadą wzdłuż willi z okresu Belle Epoque. Pięknie zdobione i malowane domy bogatych wczasowiczów można podziwiać do dzisiaj, które razem z górującym nad nimi klifem tworzą przepiękną kolorową pocztówkę.

Mont-Saint-Michel
Podczas pobytu w Normandii mojemu mężowi marzyło się, żeby pojechać zobaczyć klasztor na górze św. Michała, znany z absolutnie pocztówkowego widoku! Jest to jedno z najbardziej turystycznych miejsc w północnej Francji, przyciągające tysiące ludzi z całego świata.
Pierwsze sanktuarium powstało tu już w VIII wieku, po tym jak (według legendy) archanioł Michał objawił się biskupowi. Mont-Saint-Michel to jedno z miejsc z największymi pływami w Europie. W czasie przypływu staje się prawdziwą wyspą, a podczas odpływu można dojść do niej pieszo po piasku (z przewodnikiem).
Widok opactwa położonego na stromej stożkowej górze ze zbudowanym wokół niego piętrowo średniowiecznym miasteczkiem, zrobił na nas ogromne wrażenie. Klasztor można zwiedzać, a do samego miasteczka, można zrobić piękny spacer przez łąki, a później przez długi most jak z bajki, prowadzący do stóp góry.
Mówi się, że przypływ nadchodzi tu „z prędkością galopującego konia”. W rzeczywistości jest bardzo szybki i potrafi zaskoczyć turystów. Natomiast to, na jaką odległość odpływa woda jest niesamowite. Zostawia za sobą złote, mokre podłoże, które mieni się w słońcu i tworzy przepiękne refleksy na powierzchni. Z resztą sami zobaczcie:



Podsumowując, jesień w Normandii była naprawdę dla mnie najpiękniejszym możliwym czasem, który spędzałam na spacerach po klifach w złotym świetle zachodu, oglądaniu dalekich odpływów, podziwianiu wszystkich odcieni pomarańczu i czerwieni na drzewach oraz wdychaniu wilgotnego morskiego powietrza, tęsknię za tym nawet w tym momencie. Poniżej jeszcze kilka zdjęć z tego pięknego miejsca jakim jest Sekwana Nadmorska:
Zaproszenie
Chcę opowiedzieć Ci jak przebiegała moja Artystyczna Podróż krok po kroku — przeprowadzić Cię przez miejsca, w których mieszkałam, sztukę, którą tworzyłam, i refleksje, które mnie prowadziły.
Zapraszam Cię do wspólnej drogi— w poszukiwaniu domu, marzeń i odkrywania siebie. Dziękuję, że tu jesteś. Mam nadzieję, że zostaniesz ze mną na dłużej.
Do usłyszenia,
Lidia ♡























Komentarze